W długi, świąteczny weekend proponuję Wam refleksję nad polską tożsamością, współczesnym patriarchatem i obywatelskim przebudzeniem. Wiem, że to trudne i poważne teksty, więc w ramach akcji obejrzyjcie jakiś włoski film lub serial.

TEKST 1, czyli czy warto zaczepiać Bartoszewskiego

Myślałam o zaproponowaniu Wam na ten długi weekend jakiegoś tekstu związanego ze Świętem Niepodległości, ale akurat wpadł mi w oko i ucho (link do wersji audio) esej Tomasza Żukowskiego, który ukazał się w Piśmie. Dobrze komponuje się z „Weselem” Wojciecha Smarzowskiego, które wczoraj obejrzałam (polecam!) i mówi m.in. o formułowaniu naszej tożsamości, lęku przed trudną historią, ale przede wszystkim relacjach polsko-żydowskich.

„Lęk przed spojrzeniem na przeszłość – tak wyraźny w polskim życiu publicznym – ktoś musi wziąć na siebie, żeby pokazać, że skonfrontowanie się z nim nie prowadzi do katastrofy. Czy jesteśmy gotowi przyjrzeć się narodowym mitom?

Jak mówi o stosunku Polaków do Zagłady polska prawica? Naród (koniecznie przez wielkie „N”) ratował Żydów. Przemoc – jeśli w ogóle można o niej mówić  – stanowi zaledwie margines, a na dobrą sprawę należy ją uznać za robotę ludzi, których do Narodu nijak zaliczyć się nie da. Wystarczy odwiedzić Muzeum Polaków Ratujących Żydów podczas II Wojny Światowej imienia Rodziny Ulmów w Markowej, żeby zobaczyć, jak to działa. Dostajemy obraz wyczyszczony i ocenzurowany. Wystawa po prostu pomija problem przemocy wobec Żydów. Cały kadr wypełniają Ulmowie, rodzina, która ukrywała żydowskich zbiegów i zginęła razem z nimi, wydana przez granatowego policjanta. Historia Sprawiedliwych wśród Narodów Świata ma przekonywać, że Orzeł Biały „rozpościera ochronne skrzydła nad gwiazdą Dawida”, jak można było jeszcze niedawno przeczytać na stronie internetowej łódzkiego Centrum Dialogu w opisie położonego nieopodal pomnika Polaków Ratujących Żydów.”

TEKST 2, czyli jaką twarz ma polski patriarchat

Okładka nowego wydania „Świata bez kobiet” Agnieszki Graff

20 lat temu tezy książki „Świat bez kobiet” Agnieszki Graff dotyczące obecności kobiet w życiu publicznym przez wielu były postrzegane jako awangardowe. Dla pokolenia mojej córki pewne rzeczy są oczywiste (Mamo, powiedziałyśmy Panu od historii, żeby używał żeńskich końcówek na testach), a jednak patrząc na sytuację polityczną i prawną widać regres. Ciekawe zatem są refleksje Agnieszki w wywiadzie dla Onetu o tym, jaką twarz ma polski patriarchat dzisiaj.i Ciekawe też jak będzie się pisać o prawach kobiet za kolejne 20 lat…

Mówiła pani o stosunku liberałów do feminizmu i o tym, że patriarchat ma więcej niż jedną twarz. Mam pokusę połączenia kropek.

Istnieje liberalno-inteligencka odmiana patriarchatu. Jest o tyle zwodnicza, że stroi się w piórka równości.

Uaktywniło się ostatnio wielu mężczyzn, którym się wydaje, że są sojusznikami feminizmu – a mają się za nich dlatego, że feminizm stał się masowym ruchem, który powiedział Kaczyńskiemu »wypi***alać«.

Ci sami panowie uważają kluczowe cele feminizmu – na przykład sprzeciw wobec molestowania – za jakąś fanaberię.

Pamiętam, że kiedy organizowałyśmy Manify, na które przychodziło po dwieście osób, tacy sami panowie pisali, że feministki są niebezpieczne, nie golą nóg i nie mają poczucia humoru.

Dziś ci panowie lubią pouczać, jak protestować, jakich słów przy tym używać i czym powinien się zajmować feminizm. Mansplaining – tak się nazywa to zjawisko, Rebecca Solnit świetnie je opisuje je w eseju „Mężczyźni tłumaczą mi świat”.

TEKST 3, czyli rozmowa o przebudzeniu

grafika ngo.pl

Ostatnim tekstem na świąteczny weekend jest rozmowa na portalu ngo.pl z Kubą Wygnańskim, prezesem Stoczni, społecznikiem, mądrym człowiekiem i obywatelem, którego głosu zawsze z uwagą słucham.

Jakub Wygnański: – Dzieje się dużo i coraz więcej niekoniecznie dobrego, a mówiąc wprost – złego. Poziom społecznego oporu przeciw tym zjawiskom jest dość nikły. Jakbyśmy podlegali jakiemuś zbiorowemu znieczuleniu, jakby spowiła nas mgła. Rzeczy, które powinny budzić naszą głęboką irytację i sprzeciw, dziś wydarzają się jedna po drugiej przy milczącym przyzwoleniu większości. Rządzący bardzo dobrze badają na co mogą sobie pozwolić i to jest ich podstawowy mechanizm nawigacji w polityce. Nie przebudzić „suwerena”, raczej znieczulać go i usypiać i opowiadać mu bajki…

 Bo istotnie demokracja to ustrój, który gwarantuje, że rządzą nami ci, na których zasłużyliśmy. Demokracja nie jest lepsza niż jej uczestnicy i tyle. Warto pamiętać o ważnej historycznej przestrodze –  często (szczególnie w demokracji) to nie tyranii odbierają obywatelom ich podmiotowość i wolność. Jest poniekąd odwrotnie. Sami się jej pozbawiamy i dajemy przyzwolenie na rządy autokratyczne. Kiedyś myśleliśmy, że ucho się urwie, że coś się przeleje, że ta granica nie zostanie przekroczona. A jednak… tak się nie dzieje. Jesteśmy już dawno „poza skalą”, ale to nie uruchamia adekwatnej społecznej i obywatelskiej reakcji.

Takich niedobrych zjawisk jest coraz więcej i więcej w dziedzinach, które nas interesują jako obywateli: dewastacja systemu sądownictwa, polityczna kleptomania, zawłaszczenie mediów, partyjniactwo, niekompetencja i amatorszczyzna, bezwstyd i cynizm, pogarda dla ludzi – to wszystko nie budzi jednak szczególnego sprzeciwu. To rodzaj „milczenia owiec”. Kto wie, być może po prostu nie ma żadnego innego sposobu, żeby przekonać się, jak ważna jest wolność niż ten, żeby ją stracić i zapłacić za to bolesną cenę. Może nie da się uciec od „pedagogiki potopu”.

 W Polsce ostatnie pokolenia bardzo dużo dostały za darmo, przyjęły jako dane, bezwysiłkowe. Mieliśmy „farta”. Niestety, rzeczy, które nie kosztują, nie mają też wartości. Może tu jest problem? Może rację miał ks. Tischner, kiedy pisał o „nieszczęsnym darze wolności”? Może problemem jest właśnie to, że to był w pewnym sensie prezent. To był raczej zbieg okoliczności , mieliśmy „geopolityczne” szczęście. Dostaliśmy nieomal za darmo. Mam taki quiz dla czytelników – niech sprawdzą, kto powiedział  „Nie chciejcie ojczyzny, która was nic nie kosztuje”. To zdanie zostało wypowiedziane prawie 40 lat temu, a jednak słyszałem je na własne uszy. Dobrze je zapamiętałem.

AKCJA, czyli obejrzyj włoski film na Netflixie

Magda, autorka bloga „Italia poza szlakiem” przygotowała zestawienie 24 włoskich filmów i seriali na Netflixie. Ciekawa i pięknie nakręcona jest historia Vespy („Enrigo Piaggio, Vespa”), ja pewnie sięgnę w ten weekend po Burmistrza-rybaka albo Vendettę. Ale są też propozycje dla miłośników i miłośniczek komisarza Montalbano czy Apulii. Na pewno coś dla siebie znajdziecie :)
Vi auguro una buona visione del film!

Jeśli poczułaś/poczułeś się zainspirowana/y tym newsletterem i jego treściami, możesz postawić mi kawę :) Pijam i espresso i cappuccino, a latem iced coffee :)

Postaw mi kawę na buycoffee.to
Dziękuję!

PS. Wykład? Warsztat? Szkolenie? Moderacja? Wszystko możliwe online. Zobacz jak możemy współpracować.

Poczytaj inne wpisy na blogu albo zapisz się na newsletterżeby otrzymywać maila o nowych wpisach.

powered by TinyLetter

III sektor | kobiety | ngo | polecam film | Włochy