Czy uprawiacie turystykę szlakiem sztuki? Mnie coraz częściej zdarza się odwiedzać jakieś miejsca tylko z względu na konkretne muzeum lub wystawę. Tak też było z wystawą Marka Rothko we Florencji, którą bardzo chciałam zobaczyć.

Mark Rothko urodził się w 1903 roku w Dyneburgu, dzisiejszym łotewskim Daugavpils, jako Markus Rothkowitz. Był czwartym dzieckiem aptekarza, do USA wyemigrował jako 10-latek, studiował na Yale, ale go nie ukończył, rysunku uczył się na kursach.



Zaczynał od malarstwa figuratywnego, portretów czy pejzaży Nowego Jorku. Swój przełomowy język malarski – wielkie płótna z nakładającymi się prostokątami o rozmytych konturach – wypracował dopiero na przełomie lat 50. i 60.








Najdroższy obraz Rothko został sprzedany w 2014 roku w domu aukcyjnym Christie’s za kwotę 186 milionów dolarów.
Pierwsza podróż Rothko do Florencji w 1950 roku z żoną Mell to spotkanie z freskami Fra Angelico w San Marco i z klatką schodową Biblioteki Laurenziańskiej zaprojektowaną przez Michała Anioła. Rothko mówił potem, że architektura Michała Anioła oddawała dokładnie to uczucie, którego szukał we własnym malarstwie – poczucie osaczenia, wobec którego jedyną reakcją jest bicie głową w mur. Twierdził, że ludzie płaczący przed jego obrazami przeżywają to samo religijne doznanie, które on czuł, malując je.






Wystawa we Florencji rozlewa się poza Palazzo Strozzi waśnie do muzeum San Marco i Biblioteki Laurenziańskiej (tam niestety nie dotarłam, ale wiem jak wyeksponowane były dwa obrazy), pokazując jak działają inspiracje i jak sztuka nowoczesna i renesans wchodzą ze sobą w dialog.
Chociaż widziałam obrazy Rothki wcześniej na innych wystawach – ta ekspozycja, a zwłaszcza zestawienie z dawnymi obrazami i freskami we wnętrzu starego klasztoru zrobiło na mnie duże wrażenie, podobnie jak zmiana kolorystyki obrazów, która odzwierciedlała zmiany emocji i nastrojów autora.
Jeśli będziecie w Toskanii przed 23 sierpnia- idźcie. Ta wystawa jest tego warta!
A ja mam jeszcze do przeczytania książkę „Rothko od środka” autorstwa Jego syna Christophera, zresztą jednego z kuratorów wystawy we Florencji i już mogę planować kolejny wyjazd. Na wystawę Hilmy af Klint w Paryżu chyba niestety nie zdążę, ale już jesienią ma być Hopper w Pizie :)